Nowy rok, miniony rok – co z tego?

Zebrało mi się na debilne przemyślenia… jest mi zimno, mam mrowienie twarzy, a w głowie mam mętlik, chaos i anarchię. Co osiągnąłem? Do czego zmierzam? Czego oczekuję i właściwie – jakim człowiekiem jestem?

W sumie co takiego osiągnąłem w roku 2008?  Praktycznie niewiele.

Moja wiedza zwiększyła się niewiele. W szkole idzie mi nieco gorzej, czuję że mnie spowalnia, podcina skrzydła. Niby mniej jak w gimnazjum czy podstawówce ale…. Czuję marnowanie czasu – czy po to mam chodzić na lekcje jesli uczę się czegoś nowego może w 15% , bo albo już posiadam wystarczającą wiedzę albo muszę słuchać zbędnych i często debilnych wywodów na – nie ma co tu ukrywać – źle prowadzonych lekcjach. Szczerze to się nieraz zastanawiam kto wogóle dopuścił tych debili do uczenia? Nie posiadają albo wiedzy albo nie potrafią jej przekazać  i sobie nie radzą. Na szczęście są wyjątki – ludzie których szanuję i podziwiam. Gdyby ich nie było praktycznie bym szkołę rzucił uznając ją za bezsensowne wymysły ludzi kórzy widocznie wiedzą wszystko lepiej – oczywiście tylko wyłącznie na politykę. No ale cóż, podwyżki chcą – tylko ciekawe za co, jak niechlujna większośc po prostu pomyliła swoje powołanie i prędzej bym ich wywalił na bruk niż dołożył choćby grosika.

Wiążę swoją przyszłość z komputerami. Nieograniczone możliwości na granicy sztuki i nauki ścisłej. Piękno kodu, pokonowyanie granic sprzętowych, a nawet zmienianie świata. Niestety rozwijam się wolno.  Stanowczo za wolno. Po części winne jest moje lenistwo. Ale dochodzi do tego jeszcze brak materiałów. Książki są drogie, sprzęt drogi, oprogramowanie też. O kursach nie wspomnę. Praktycznie nie znam zbytnio nikogo kto mógłby mnie poprowadzić, wytłumaczyć trudniejsze zagadnienia i wymuszać na mnie pracę. Bo mogę pokonać swoje lenistwo – ale muszę mieć jasno określony cel.

Ale nie jest tak źle. Prowadzę większy projekt – szanse na jego ukończenie są bardzo duże. Mam motywację, cel. Uczę się przez praktykę. Dzięki kilku osobom które mnie trochę popchnęły dostałem dodatkowej siły. Jestem im za to wdzięczny.

Miniony już rok to także okres w którym zmieniłem się. Przemiana zaczęła się już 5 lat temu, jednak dopiero ostatnio zauważyłem jak bardzo się zmieniłem. Stałem się trochę bardziej otwarty i towarzyski. Niestety jednocześnie czuję w sobie rozłam wewnętrzny. Czasami zastanawiam się czy mój umysł funkcjonuje poprawnie. Tak, zastanawiam się czy nadal jestem, byłem i będę normalny. Czasami czuję się jak schizofremik z wieloma osobowościami. Niemal zawsze mam konflikty wewnętrzne i rozłamy. Analizuję każdą sytuację, chcę mieć nad wszystkim kontrolę. Uniemożliwia mi to podjęcie decyzji. A później żałuję że nie postąpiłem inaczej. Można też powiedzieć, że dlatego mam nieco opóźnione reakcje. Jak chcesz się o mnie o coś spytać i chcesz odpowiedzi – zadaj pytanie i pozostaw mnie z nim na jakiś czas. Inaczej będę kłamał. Nie powiem tego co naprawdę myślę, nie odpowiem też na pytanie tak rzetelnie jakbym chciał. Taki jestem. Swoją drogą to mój typ w eneagramie to 5w4. Pasuje idealnie.

Do ludzi podchodzę nieufnie, wręcz odczuwam dziwny strach przed obcymi. W niewytłumaczalny dla mnie sposób boję się odrzucenia. Rzadko inicjuję rozmowy. Czasami jestem w stanie się nieco bardziej otworzyć, grać kogoś innego. Nieczęsto się to jednak zdarza. Dodatkowo dość długo miałem ograniczone (aby nie powiedzieć brak) życie w społeczeństwie. Brakuje mi “danych”. Nie jestem w stanie odczytać sygnałów, nie potrafię za bardzo rozmawiać, nie posiadam też odruchów i nie znam wszystkich zasad postępowania w danych sytuacjach. Połączenie to z moją naturą jest dość tragiczne, ale staram się to zmieniać.

Szczęścia w miłości raczej nie mam i może nie będę miał. Moja natura się z nią kłóci. Zakładając że nawet kogoś kocham to i tak tego nie wyznam. Jak już pisałem – strach przed odrzuceniem jest zbyt wielki. Nie potrafię nawet odczytać potencjalnych sygnałów jak ktoś mnie postrzega. Może brak mi wiary i tracę swoją jedyną okazję. Ale widocznie tak ma być, a ja mogę jedynie nieudalnie się temu przeciwstawiać…

Nie ma to jak użalać się nad sobą – jeszcze dzieląc się tym w internecie. Może ktoś przeczyta. A ja zostawię to sobie niejako jako ślad mojej obecnej osoby. Bo każdy się zmienia w miarę upływu czas. Może w przyszłości będę się z tego śmiał. Albo i nie. Będę wspominał tą chwilę bo będzie gorzej.

Ale trzeba na życie patrzyć z optymizmem. Nawet śmierć nie jest taka okrutna bo uwalnia człowieka od jego ziemskich zmartwień. Nieraz mnie pociągała i kusiła. Nie ważne czy istnieje życie po śmierci czy też nie. Kazdy kiedyś umrze. Czy umrę w wieku 64 lat czy też za miesiąc – nie robi mi to róźnicy. Może nie spełnię swoich marzeń ale i uniknę wielu przykrości i problemów.

Patrząc jednak w przyszłość – chciałbym aby rok 2009 dał mi możliwośc rozwijania się. Pragnę wiedzy, umiejętności. I chciałbym stać się zwykłym człowiekiem, który radzi sobie w społeczeństwie.

Chciałbym też dokończyć projekt którego się podjąłem. Bo chcę w końcu zrobić coś większego i ukończonego. I zdobyć doświadczenie.

I na tym kończę swoje wywody. Szczęśliwego Nowego Roku – oby, tradycyjnie, był lepszy jak ostatni :)

Odpowiedzi: 4 do “Nowy rok, miniony rok – co z tego?”

  1. Syriusz Powiedział/a:

    Heh, nie wiem czy to cię pocieszy ale nie tylko ty tak myślisz…

  2. Syriusz Powiedział/a:

    Heh, nie wiem czy to cię pocieszy ale nie tylko ty tak myślisz… A sorry w wcześnijszym komentarzu wpisałem zły mail ;P

  3. Syriusz Powiedział/a:

    Może po prostu tak ma być, że się zmieniamy, udajemy innych niż jesteśmy, nie mogąc rozbić skorupy pod którą się chowamy… Cóż, dużo jest pytań na które nie ma odpowiedzi, ale czy to jest złe…

  4. Dzięki za wpis, jakbym czytał o sobie.
    Nie wiem co się ze mną stało, ale kiedyś również wiedza wchodziła beż żadnych oporów, dzisiaj zaś starsznie mi się nie chce choć głód cały czas istnieje. Nie wiem co jest tego powodem, czy dojrzewanie czy proste lenistwo czy jeszcze inny powód.
    Ale i tak życzę spełnienia marzeń i celów na 2009;)

Dodaj komentarz